Miałam wtedy iść na wręczenie jakichś nagród, za film o którego istnieniu już nawet nie pamiętałam, ale on mówi, że ze mną nie pójdzie bo będzie tam ta jego była dziewczyna, która starała się o moją pracę, ale w ostatniej chwili przestała odbierać telefony i mimo to twierdziła, że to ona zachował się jak ostatni skurwysyn, a przecież jeżeli posadzą nas obok siebie (tak, etiudy studenckie nigdy nie mają miejsc w pierwszych rzędach) to głupio będzie nas sobie przedstawiać skoro nienawidzimy się od dawno, chociaż nigdy nie zamieniłyśmy słowa. "Tego tak się nie robi", on szepce. "Ale znam sposób jak to zrobić", mówię mu. Kiedy przychodzi do mojego mieszkania, uczesany, pięknie opalony (dopiero wrócił z wakacji ze swoją matką chrzestną, tą starą panną która dba o niego niczym najlepsza kochanka), w nowiutkim garniturze (od niej), a ja jestem jeszcze w szlafroku, piję whisky i głaszczę się po szyi. On nie chce się kochać. Odwracam się od niego, jak nie to nie.
Nalewa sobie dwie szklaneczki whisky w kuchni i prześlizguje się do sypialni, ostrożnie zdejmując marynarkę i mówiąc: "Tylko mnie nie całuj", pokazując na moje zwyczajowe różowe usta, które obnoszę o każdej porze dnia i nocy i kiedy zaczynam, on nagle mówi: "Nie chcę w ten sposób".
Poźniej, kiedy zakłada z powrotem garnitur, ja w szlafroku lustruję go wzrokiem i zauważam siniak na jego żebrze, którego wcześniej nie zauważyłam. "Kto ci to zrobił?", pytam. Wykręca szyję, aby popatrzeć. "Ten?" mówi. "Ty."
Wchodząc na ceremonię idziemy za sławnym aktorem i aparaty zaczynają błyskać jak stroboskopy, więc szybciutko ciągnę go za sobą do baru i kiedy zauważam swoje odbicie w lustrze, moja twarz to czaszka, opalona przez godziny jakie spędzam w obserwatorium. W tłumie witam się z kilkoma znajomymi twarzami i kłaniam się innym, których nie znam ale oni wydają się mnie znać, gadka szmatka z różnymi osobami o pogrzebie wspólnej nauczycielki, chociaż mnie tam nie było i wtedy zauważam Marcina i tą, ... nie pamiętam, idę w przeciwnym kierunku, bo nie chcę aby zobaczyła mnie z nim, nie po tylu latach; na ściany rzucone są zdjęcia z jakiejś imprezy plenerowej nad podmiejskim zalewem, a może w centrum, tak koło starej fabryki, ponad rok temu, rozpoznaję kilka osób, no tak, miałam tam być z Marcinem, to przecież jego znajomi, ta dziewczyna, która zagrała w tym nowym serialu o którym wszyscy mówią, ale nikt nie oglądał, druga, która uszyła kilka koszulek dla znajomych a teraz wszystkie jej ubrania produkowane w baraku na obrzeżach wyprzedają się na pniu i podobno nosi je nawet Małgosia Bela. Dookoła nas krążą tace z okrągłymi pączkami a ja żuję gumę, żeby nie chciało mi się palić i wtedy zauważam Pawła i jego żonę i przyprowadzam go do nich a Paweł krzywi się na jego widok, zmazuje to udawanym uśmiechem i mówi "Aniu, tak niedawno Was widzieliśmy." Jego żona ledwo skrywa wrogość zanim uda uścisk, jego oczy nie schodzą z niej a w tym momencie moja komórka wibruje i dostaję wiadomość od nieznanego numeru o treści ON WIE i kiedy próbuję na niego odpisać Paweł i jego małżonka rozpływają się a on zdaje się nie mieć problemu z tym, że nie przedstawiłam go znajomym, zaczyna rozmawiać z jakąś młodą aktorką z którą chodził do liceum i dostaję kolejną wiadomość: ON WIE ŻE TY WIESZ.
yvan rodic



0 komentarze:
Prześlij komentarz