moje nieustające wakacje. roman à clef w odcinkach.

piątek, 1 lipca 2016

and i had some dreams they were clouds in my coffee

Moja babcia skończyła niedawno 93 lata. 
Dzisiaj nie pozwala już sobie robić zdjęć, ani nie przyjmuje do wiadomości, że jest coś takiego, jak internet. Ale on wie o jej istnieniu. Na znalezionym w google zdjęciu babcia, druga od prawej, asystuje przy jednej z pierwszych chemodializ na oddziale Nefrologii Kliniki CMUJ. Czego nie widać na tym zdjęciu, to to, że zrobiła doktorat pracując zawodowo i mając dwójke małych dzieci, w czasach, kiedy dziewczyny nie kończyły nawet studiów. A na pewno nie dziewczyny z małych bieszczadzkich wiosek. I jak dużo musiała ją kosztować decyzja wyjazdu do liceum z internatem i na studia, kiedy nie wspierała jej rodzina, uważająca to za fanaberię. Nie obwiniam ich, to nie była ich bajka.
Rok temu ja też musiałam dokonać wyboru między swoim życiem i zdrowiem, a spełnianiem czyichś marzeń. Wcale nie bylo mi łatwo, ale czas sam pokazał, że wybrałam dobrze. Tak długo myślałam, że to, co mam, jest wszystkim. Okazało się, że i bez tego mam tyle, ile mi wystarcza.

Dziekuję moim przyjaciołom, że próbowali zobaczyć dobro, które przez długi czas w kimś widziałam. To jedyne, czego żałuję.



(Andrzej Bobkowski)

poniedziałek, 30 maja 2016

only a dark cocoon before I get my gorgeous wings and fly away

Kiedy miałam 27 lat, wydałam praktycznie wszystkie pieniądze, jakie miałam, żeby przelecieć przez cały kontynent i pójść na koncert jedynego zespołu, którego słuchałam przez całe życie, a nigdy mi się nie znudził.
Kiedy miałam już bilet, kupiłam przelot najbardziej zatłoczonym, budowlańcami i barmanami nie z wyboru, samolotem. Kilka miesięcy później, siedząc na jego pokładzie, byłam świadkiem siarczystej kłótni pary, którą przyszło mi dzielić rząd w samolocie; on zapomniał kanapek, ktore przygotowała ona.
Daty lotów nie współgrały z koncertem, więc, gdy już dotarłam na miejsce, spędziłam na miejscu kilka dni, błąkając się. Jednego dnia, wsiadłam do pociągu, by zobaczyć zamek królewski, obok ktorego pochowany był jego najsłynniejszy lokator, o biografii wartej kilku Oscarów.
Tam, poszłam wiejską ścieżką w dół, do pola gdzie kiedys pewnie uprawiano rolę, a teraz rosło dzikie zboże, które sięgało mi po pachy i parzyło moją skórę, gdy się przez nie przedzierałam. Jednak monument cały czas zdawał się być tak samo daleko. Gdy nie mogłam już dalej iść, położyłam się na ziemi, otoczona przez fortecę z tych kłosów i brzęczenie owadów; wstrzymałam oddech, doświadczając nastroju, którego dotąd nigdy nie zdarzyło mi się napotkać. Nastroju ciemności i nieuniknioności i fascynacji. Nastroju, który pewnie odczuwała większość młodych ludzi, od zarania dziejów, kiedy, słysząc grzmot, uginali szyje, patrzyli w niebiosa, aby zobaczyć swoje niebo, rozpadające się na kawałki.